Do Niemiec po 505

Kiedy ruszyłem po moich pierwszych regatach 505-ek w Kamieniu Pomorskim ogłuszony wiatrem, ogrzany słońcem i piekielnie zmęczony, wiedziałem, że kolejny sezon to czas żeglarskich zmian. Po pierwsze moja łódź o której zawsze myślałem – ale szybka – okazała się nie tak szybka i nie tak ostra, jak wszystkie inne z regatowej listy. Po drugie podczas regat zrozumiałem, że lata pływania w koło po jeziorze są niczym kiedy stajemy przed linią startu, że te doświadczenia kiedy zawsze można zrobić kilka dodatkowych zwrotów i nie trzeba opłynąć boi są jak spacerek przed biegiem 🙂

I tak się zaczęło. Do domu miałem kilka setek po prostej drodze dlatego po włączeniu „autopilota” rozmyślałem, rozprawiałem co powinienem zrobić. Myślałem , że na przekór tym wszystkim, którzy mówili „zmień łódkę, nie warto już inwestować”- zainwestuję i będę na mojej weterance pływał szybciej i ostrzej, że dodam piękny duży spinaker i ….. rozpływałem się. Nie mniej jednak powstała również idea poszukania łodzi, którą mógłbym naprawdę poszaleć. Kiedy przeszukałem internet i odbyłem kilka rozmów ze znawcami tematu kształtowałem moje oczekiwania i minimalne parametry. Oczywiście obok idei nowoczesnej 505 pojawia się problem gotówki, ale kiedy myślałem by zrezygnować z high aspect, podwójnego spin bomu i obniżyć numer w okolicę 80?? to po chwili, znając siebie, wiedziałem że to działanie na krótko i że za chwilę i tak będę chciał ją dozbroić. I znowu rozmawiałem ze znawcami tematu (Dziękuję LUK) i nadal się głowiłem odrzucając kolejne łódki, których zdjęcia i opisy spływały pocztą.

Kiedy na placu boju zostały już dwie ostatnie i planowałem wyjazd do Bristolu po angielską 505-kę, wrzuciłem info na FaceBook i szybko dostałem chłodny prysznic. Inni znawcy tematu podzielili się swą wiedzą i po dodatkowej rozmowie z właścicielem rzeczonej 84?? okazało się, że ten żelkot to może nie tak bardzo się trzyma… Tym wszystkim także bardzo dziękuję 🙂 I tak dotarliśmy do 8751, którą przez ostatnie lata pływał Andreas.

Wyprawa na dobre rozpoczęła się w Poznania o 7 rano. O 8:49 mijaliśmy granice. Mój tata, który dał się namówić na wspólną przejażdżkę studził mój entuzjazm pytając czy jeśli łódka nie będzie jak na zdjęciach będę umiał jeszcze odjechać bez niej 🙂 Łódka zlokalizowana była w okolicach Stuttgartu dlatego po minięciu ringu Berlina odbiliśmy na szeroką 3 pasmową autostradę w stronę Monachium. Piątkowy ruch narastał a nasze auto mknęło coraz bliżej celu. Około 14:30 w końcu podjechaliśmy pod właściwy adres. Następnie oględziny, sprawdzanie i wymiana informacji …

WP_20131018_007

Potem jeszcze kawka i z łódką na haku i uśmiechem na ustach do domu. Powrót z przyczepką to już ćwiczenie wytrzymałości a może raczej cierpliwości jak nazywam jazdę 100km/h po niemieckich autostradach.

WP_20131018_019

Andreas mówił nam, że jeśli wpadniemy przy 120km/h to taki „express ticket” u umundurowanych kosztuje 40 Euro 🙂 nikt jednak nie miał ochoty na taki pośpiech. A oto i ona 8751. Do zobaczenia na wodzie 🙂

SAM_2487
SAM_2491

by Krzysztof Osiak