Relacja z Błękitnej Wstęgi Zatoki Gdańskiej

142 jednostki wystartowały w 63 Regatach O Błękitną Wstęgę Zatoki Gdańskiej. Deski z żaglem, kajty, mieczówki, katamarany, trimarany, mniejsze i naprawdę ogromne jachty morskie – wszyscy stanęli na starcie, aby walczyć o błękitne trofeum.  Tak duża liczba jednocześnie startujących jednostek to naprawdę niezapomniany widok!

W kategorii jachtów mieczowych wystartowały jachty klas Omega, Nautica 450, Topper ISO oraz 505.

Po raz trzeci z rzędu, w kategorii jachtów mieczowych zwyciężyła załoga Bartosz Makała i Łukasz Skrzycki. Druga, zameldowała się ekipa Grawer Group. Załoga Jarek Grabowski / Michał Olko ukończyła regaty na piątym miejscu.

Po regatach powiedzieli:

Łukasz Skrzycki, załogant POL 9119:

Dla mnie, Błękitna to bardzo specyficzne i ciekawe regaty. Rzadko można oglądać tak wiele różnych jachtów startujących z jednej linii.  Długie wyścigi rozgrywają się zupełnie inaczej niż na standardowej trasie – większe znaczenie ma taktyka, wybór trasy i przewidywanie zmian pogody. Tuż po górnej boi zwrotnej, Przemek z Piotrem byli przed nami. Udało nam się jednak zamęczyć ich atakami na kursie z wiatrem i odzyskaliśmy prowadzenie.  Na długiej „połówce” z Sopotu do Gdyni mieliśmy wyraźnie lepszą prędkość – jesteśmy zadowoleni z nowego jachtu i naszych żagli.

Przemek Zagórski, sternik POL 8416:

Od kilku dni prognozy zapowiadały słaby wiatr z kierunków południowych i tak też się stało. Po bardzo udanym występie Łukasza i Bartka rok temu w warunkach silnowiatrowych zastanawiałem się jak 505 wypadną w porównaniu do dużych maszyn regatowych oraz innych dłuższych mieczówek. Wiedzieliśmy, że na ślizgi nie mamy co liczyć, także pozostało pływanie wypornościowe, a tutaj jednym z głównych czynników jest długość linii wodnej.

Startujemy spod pinu i po chwili przekładamy się na lewy hals kierując  się na Sopot. Przed nami i nieco poniżej startują dwie Omegi a nad nami Delphia 24. Za nami obserwujemy kilka Nautic 450, które zaplątały się na starcie z dużą Dephią 40. Po drodze do Sopotu wyprzedzając nas po nawietrznej większe jachty jak Sunfast 360 płynący pod Code 0 czy FUJIMO zabierając nam kompletnie wiatr.

Przy molo w Sopocie (50 min od startu) zjeżdżamy się z pozostałymi piątkami, które wystartowały spod komisji. Na prowadzeniu jest Bart z Lukiem, za nimi Jarek i Michał na 3 pozycji my. Po boi przy molo obie prowadzące załogi kierują się w stronę zatoki. Nasza strategia przewidywała trzymanie się brzegu i wykorzystywanie każdej zmiany.

Przy boi zwrotnej w Gdańsku zjeżdżamy się ponownie, tym razem z POL 9119. Dzięki dobrej strategii znacznie zbliżamy się do Barta i Luka. Jak się dowiedzieliśmy po mecie Jarek i Michał stanęli w dziurze bez wiatru na środku Zatoki.

Po dobrym wejściu na boję wychodzimy przed POL 9119 (chłopaki zaplatali się z dwoma dużymi jachtami na boi) i niemalże całą drogę do Sopotu odpieramy ataki teamu spod znaku różowej koszulki. Prowadzenie tracimy po rufie przed Sopotem.

Na „żużlu” z Sopotu do Gdyni chłopaki uciekają nam i na mecie w Gdyni meldujemy się  5 minut za nimi. Jarek i Michał odrobili cześć strat i dopływają na piątym miejscu.

Na brzegu czeka na nas rozpalony grill oraz nagroda dla pierwszej pięcstetpiątki, którą konsumujemy w większym gronie…”

Jarek Grabowski, sternik POL 8736

„Przed regatami, dokładnie analizowaliśmy prognozę pogody dostarczoną przez synoptyka. Prognoza przewidywała dużą zmianę kierunku wiatru w lewo. Na tej podstawie, na halsówce pomiędzy Sopotem i Gdańskiem, zdecydowaliśmy się żeglować od strony zmiany, czyli głębiej w zatokę. To był poważny błąd – najpierw wiatr odkręcił przeciwnie do zapowiadanej zmiany (w prawo), później utknęliśmy w dziurze praktycznie bez wiatru. Nasza strata była tak duża, iż nie daliśmy rady nadrobić tego na kursach z wiatrem…”

fot. Agnieszka Karaś